735 lat samotności
15.05.2012 :: 20:10 Komentuj (0)
wracam na ziemię
734 lat samotności
26.04.2012 :: 20:55 Komentuj (0)
niebo nocą ma kolor twojej duszy
733 lat samotności
26.04.2012 :: 20:43 Komentuj (0)
nasza miłość umiera śmiercią naturalną
732 lat samotności
22.04.2012 :: 10:44 Komentuj (0)
jestem twoją psychofanką
731 lat samotności
21.04.2012 :: 22:31 Komentuj (0)
dbam o jedyne dziecko jakie mi pozostało
pozostała trójka umarła
ale żyje w pamięci
mojej i internetu
730 lat samotności
21.04.2012 :: 10:14 Komentuj (0)
to nie są jakieś tam moje "poezje"
głęboko przemyślane
i pieczołowicie komponowane
to tylko zakodowane wiadomości
do wielu różnych osób
które mogły nigdy nawet tutaj nie być...
279 lat samotności
21.04.2012 :: 02:46 Komentuj (0)
jak mam ci powiedzieć, że o tobie myślę ?
jak mam ci przekazać swoje niepewności ?
nasze spotkanie zdarza się raz na sto lat
...może przypomnę tylko, że łączy nas
CZERŃ
728 lat samotności
21.04.2012 :: 02:01 Komentuj (0)
kiedy chcę zrobić sobie pranie mózgu
czytam swojego bloga
727 lat samotności
15.04.2012 :: 16:17 Komentuj (0)
budzą się instynkty
przetrwania
wśród świateł nocy
z wewnątrz wygrzebująca się
chęć
przeżycia do kolejnego świtu
rezygnacja z oglądania światła dziennego
widzę siebie na parkiecie wszystkich dyskotek świata
726 lat samotności
03.04.2012 :: 22:41 Komentuj (0)
słowa MISTRZA:
ja, kiedy usta ku twym ustom chylę,
nie samych zmysłów szukam upojenia,
ja chcę, by myśl ma omdlała na chwilę,
chcę czuć najwyższą rozkosz - zapomnienia...
namiętny uścisk zmysły moje studził --
czemu ty patrzysz z twarzą tak wylękłą?
mnie tylko żal jest, żem się już obudził
i że mi serce przed chwilą nie pękło.
błogosławiona śmierć, gdy się posiada,
czego się pragnie nad wszystko goręcej,
nim twarz przesytu pojawi się blada,
nim się zażąda i znowu, i więcej...
~~
...i jeden atom powietrza znów dwoje
naszych spokojnych ust sobą obdzielił,
i jeden spływa na dwie nasze głowy,
obok leżące, promień księżycowy,
i dziś my razem, znów razem oboje,
o czym śnić wczoraj bym się nie ośmielił...
przed własnym szczęściem tak zdumiony stoję,
jakby mi nagle przed stopą wystrzelił
słup ognia - i szedł w niebieskie sklepienia,
i stał się niebu filarem z płomienia...
~~
lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.
lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.
i lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.
lubię to - i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świat.
~~
kocham cie za to, że cię kochać muszę,
kocham cię za to, że cię wielbić mogę,
kocham cie za to, żeś ty mi jedyna
piękną kobiecą objawiła duszę,
że się przed tobą kolano ugina
i myśl o tobie każda niesie trwogę,
i niepokoi się tym, i pamięta,
żeś może dla niej za czysta, za święta...
~~
szukam cię - a gdy cię widzę,
udaję, że cię nie widzę.
kocham cię - a gdy cię spotkam,
udaję, że cię nie kocham.
zginę przez ciebie - nim zginę,
krzyknę, że ginę przypadkiem...
~~
I
kochałem ciebie... zła dola nad nami
od pierwsze chwili twarz jawiła ciemną;
odszedłem - twymi pożegnany łzami
nad wszystkim w świecie, tylko nie nade mną.
odszedłem... świat się cały nie zawalił
ani runęły pod nim rusztowania,
tylko-m u progu twojego zostawił
całe pragnienie i miłość kochania.
II
mów do mnie jeszcze... z oddali, z oddali
głos twój mi płynie na powierzchni fali,
jak kwiatem, każdym słowem twym się pieszczę...
mów do mnie jeszcze...
mów do mnie jeszcze... te płynące ku mnie
słowa są jakby modlitwą przy trumnie
i w sercu śmierci wywołują dreszcze -
mów do mnie jeszcze...
III
przychodzisz do mnie noc po nocy
śnisz mi się długo i boleśnie --
patrzę w twe oczy, a twe oczy
są jak dwa zimne światła z lodu.
wyciągam ręce do twych dłoni:
twe dłonie są jak ostre noże;
chwytam twe małe drogie stopy:
twe stopy są jak ostre ciernie.
i budzę się od krwi na rękach,
na dzień się budzę długi, smutny --
przychodzisz do mnie noc po nocy
śnisz mi się długo i boleśnie.
~~
byłbym cię oddał, pókim cię miał,
za dziką tę jedynie
swobodę, z jaką wicher gna
przez moich skał pustynię.
słodkich twych objęć wyrzekłem się
dla mary czczej i próżnej --
dziś może bym za ciebie dał
ziemię, lecz żal za późny...
~~
co nas wiązało? jakiś ból,
żal jakiś nie wyznany,
nie szał tych nocy, z których nic --
jak wodne pierzchły piany...
~~
są takie chwile, gdy się nie śmie badać
swej własnej duszy, bo się człowiek lęknie,
że ani jednej nie znajdzie w niej struny,
co, potrącona, jeszcze czysto dźwięknie.
lecz trzeba tylko jednego spojrzenia
pełnymi wielkiej miłości oczyma,
by w akord związać wszystkie struny duszy...
potrzeba jednych oczu -- lecz ich nie ma!
~~
gdzieś ty, o gdzieś ty?!... kocham cię, jedyna,
kocham cię zawsze... zdasz mi się tak bliska,
że tylko rękę wyciągnąć ku tobie,
a ręka, zda się, twą rękę uściska.
i tylko ramię wyciągnąć ku tobie,
a ramię kibić twą obejmie wiotką,
i tylko lekko zgiąć cię, a ku piesi
ty się pochylisz i uśmiechniesz słodko...
i tylko usta wyciągnąć, a twoich
ust się poczuje pocałunek... nieba!
aby już nigdy nie zatęsknić do niej,
ileż lat jeszcze przetęsknić potrzeba?...
~~
przechodzą czasem koło mnie kobiety -
wizie i sny -
spoglądam na nie płomieniami źrenic
szepcząc: to ty!...
lecz one idą dalej, mym złudzeniom
zadając kłam,
a ja, z zawodem nowym i goryczą,
znów jestem sam.